Cześć,
Chciałabym podzielić się z Wami świadectwem mojego nawrócenia, które trwa już 7 lat.
Do tego momentu żyłam bez jakiejkolwiek relacji z Bogiem. Deklarowałam się jako osoba wierząca, lecz bezmyślnie chodząca do Kościoła co niedziela, bo trzeba. Uwikłana w przeróżne grzechy, również przeciwko czystości. Zero szacunku do samej siebie, zero poczucia własnej wartości, weszłam w związek niesakramentalny ze wspólnym zamieszkaniem.
W międzyczasie przez kilka lat, co pół roku, jeden znajomy wysyłał mi zaproszenia na kurs Alpha w Krakowie. Już wtedy, tj jesienią 2018 roku, czułam, że związek w którym jestem (a planowaliśmy ślub) jest tak naprawdę nietrwały. Czułam, że robię to wbrew Bogu (owszem, odmawiałam pacierz codziennie, chodziłam na Mszę Świętą, ale to było „puste” z mojej strony). Szukałam odmiany. Poszłam na kurs, co było dla mnie nie lada wyczynem – pokonaniem swojego lenistwa.
Poznałam nowych ludzi, zobaczyłam, że można żyć inaczej, że można żyć z Bogiem. Przełomem był dla mnie weekend Alpha, gdzie poraz pierwszy usłyszałam i poczułam, że Bóg mnie kocha! Pamiętam, że ze łzami w oczach podeszłam do modlitwy wstawienniczej, porad pierwszy poczułam ból, że nie mogę wraz z innymi uczestnikami przystąpić do Komunii Świętej.
Po zakończeniu kursu poszłam do spowiedzi świętej pierwszy raz od kilkunastu miesięcy, a pierwszy raz po dłuższej przerwie przystąpiłam do Komunii Świętej dokładnie w święto Nawrócenia Świętego Pawła, 25.01.2019. Poczułam pokój i szczęście! Od tej chwili obiecałam życie w czystości.
I pewnie się nie zdziwisz, drogi Czytelniku, że kilka dni później mój związek rozpadł się na kawałki. Był to dla mnie szok, uważałam, że zawalił mi się świat, że skoro nie mam nikogo, to jestem nikim.
12.02.2019 w jednej z krakowskich parafii klęczałam przez obrazem Matki Bożej Częstochowskiej i ze łzami w oczach prosiłam o pomoc mówiąc, że nie daję rady.
Następnego dnia obudziłam się jakby na nowo narodzona. Wiedziałam, że ze wszystkim dam sobie radę.
Zmieniłam miejsce zamieszkania, zaczęłam chodzić na Eucharystię również i w tygodniu, na spotkania wspólnoty. Zawierzałam i zawierzam dosłownie każdą sytuację, drobnostkę w moim życiu.
Bóg naprostował wiele ścieżek w moim życiu, pokierował mną zawodowo, dał mi pasję, jaką są górskie wyprawy – a mówi to osoba żyjąca wcześniej jako kanapowiec.
Rozmiłowałam się w kontemplacji i tajemnicy świętych obcowania – przyjaźnie się ze Świętymi Karmelu, chyba najbardziej ze świętym Janem od Krzyża.
Pracuję razem z Bogiem nad kolejnymi aspektami mojego życia wychodząc z założenia, że jestem świątynią Boga, mieszka we mnie Bóg, więc ma być Mu u mnie dobrze.
I tak sobie żyje, świadomie wierzącą, już od 7 lat. Owszem, nie założyłam jeszcze rodziny, lecz wiem, że wszystko jest w Bożej Opiece i Bożej Opatrzności. Cokolwiek się nie zadzieje w moim czy Twoim życiu, „Pan jest z Tobą, dzielny wojowniku”.
Chwała Panu!