Na początku mojego świadectwa chcę się przedstawić. Mam na imię Kasia. Od 25 lat jestem
szczęśliwą żoną. Mamy z mężem dwóch synów, obecnie najstarszy ma 21 lat, młodszy niedługo
skończy 16.
Był czas w moim życiu, kiedy dokonałam niewłaściwego wyboru. Stało się to poprzez moje
pogubienie, trudności z asertywnością. Dużo niepokoju nosiłam w sobie z powodu podejrzenia u
starszego syna zespołu Aspergera. Aby to dobrze zdiagnozować został skierowany do ośrodka
terapii dla dzieci i młodzieży, na dłuższy czas. Podejrzenie nie potwierdziło się, za to konsekwencje
niewłaściwej mojej decyzji okazały się nie łatwe. Posypały się relacje w rodzinie, powstało
nieprzebaczenie. Za późno zrozumiałam, że tak naprawdę skrzywdziłam syna, wtedy 11-letniego
chłopca. Wywiozłam go z domu, w miejsce jemu nieznane, do obcych ludzi.
Wiosną 2017 roku, w stulecie objawień Fatimskich zmarł mój teść, z którym mieszkaliśmy pod
jednym dachem. Najstarszy wtedy 13-letni syn modlił się za dziadka, który nie przeżył. Trudne
doświadczenia sprawiły odejście od wiary.
19.08.2021 r. pojechałam na nocne czuwanie do Częstochowy na Jasną Górę. Tam, Matce Bożej
oddałam swoje troski modląc się słowami „ dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” Niedługo
po przyjeździe, zauważyłam w domu, że sprawa, która mnie niepokoiła ustąpiła.
W listopadzie 2021 r. poznałam osobiście dziewczynę syna, o której dowiedziałam się krótko po
czuwaniu, na Jasnej Górze. W późniejszym czasie powiedziała mi, że ma urodziny 13.05, czyli w
dzień wspomnienia pierwszego objawienia Fatimskiego. Do tego, została ochrzczona w miejscu
chrztu Św. Faustyny Kowalskiej, w Świnicach Warckich, znanej apostołki Bożego Miłosierdzia.
Wspominała dwukrotnie datę 29.09, za drugim razem nie dało mi to spokoju, sprawdziłam, że w
Kościele Katolickim jest to święto Św. Archaniołów. Ufam, że chodziło o wskazanie kierunku na
Św. Michała Archanioła.
Z początkiem stycznia 2022 r. bardzo chciałam pojechać podziękować Matce Bożej, tego samego
dnia mąż odebrał telefon od znajomego z zapytaniem „ może spotkamy się na Jasnej Górze?”
Zauważyłam, że coś dzieje się w moim życiu, coś zadziwiającego. Gdzieś w głębi serca odczułam
jakby Maryja chciała mnie i mojego męża przyciągnąć pod Jej cudowny obraz.
Z początkiem lutego będąc w spowiedzi usłyszałam, że mam zostać w stanie łaski uświęcającej.
Słowa te przykuły moją uwagę i nadały kierunek comiesięcznej spowiedzi, a dotąd tak nie było.
Od pewnego czasu miałam w głowie nachodzącą myśl, aby modlić się Koronką do Bożego
Miłosierdzia. Zwlekałam jednak, a było to kilka dni przed wybuchem wojny na Ukrainie, co
przyśpieszyło decyzję o rozpoczęciu tej modlitwy.
Będąc na Tyskiej drodze krzyżowej kończącej się w kościele pod wezwaniem Św. Marii Magdaleny
zobaczyłam kaplicę dziennej Adoracji Najświętszego Sakramentu. Podczas adoracji zrodziło się
pytanie w sercu: Panie Boże, czy mogę to jeszcze naprawić? Wiosną sen krótki, bardzo wyraźny:
widzę dzienny księżyc i lecący w jego stronę samolot. Gdy samolot jakby dotyka księżyca, znika
ten widok a pojawia się figura Maryi, dokładnie Jej płaszcz, ja jestem jakby na plaży. Ujrzałam
dłonie męża, które składa do modlitwy . W tym miejscu chciałam ZWRÓCIĆ UWAGĘ NA
ZNAK KSIĘŻYCA. Zbliżał się czas naszego wyjazdu na majówkę, nad morze . Będąc na
wyjeździe, na Mszy Św., również w małym kościele Św. Marii Magdaleny, dotykają mnie słowa na
kazaniu: „ możesz, a nawet powinnaś”. Słowa te, odebrałam jako odpowiedź na pytanie, które
miałam w sercu na adoracji. Było wzruszające kazanie, o pająku, który naprawia swoją potarganą
pajęczynę, pod warunkiem, że główna nić nie jest zniszczona. Porównanie do Pana Boga , że gdy
ma się z Nim relację, to On przychodzi i naprawia zniszczoną pajęczynę naszego życia. Gorzej, gdy
tej więzi z Bogiem nie ma
.
W sierpniu 2022 r. wzięłam udział w mojej pierwszej, pieszej pielgrzymce do Częstochowy,
podczas której odbyłam głęboką spowiedź. Na końcu tej pielgrzymki otrzymałam obrazek Matki
Bożej Fatimskiej.
Pewien czas po pielgrzymce, wstając rano słyszę: „ TAK DZIAŁA MATKA BOŻA FATIMSKA”.
Nie rozumiałam, dlaczego tak usłyszałam, przecież byłam w Częstochowie. Zostało to przeze mnie
zbagatelizowane. Z końcem października, dokładnie w dniu przesunięcia czasu z letniego na
zimowy, w takiej samej porannej sytuacji, przychodzi kolejne zdanie: „ KAŻDY MA SWOJĄ
DROGĘ „ . Wszystko mi mówiło, że coś niepojętego dzieje się w moim życiu. W dodatku
dziewczyna syna miała urodziny jak już wspominałam 13 maja. Poszukałam obrazek, który
dostałam po pielgrzymce, jest na nim tekst wskazujący na NABOŻEŃSTWO PIERWSZYCH
PIĘCIU SOBÓT MIESIĄCA , będące wynagrodzeniem składanym Niepokalanemu Sercu Maryi.
Podjęłam decyzję, aby odpowiedzieć Matce Bożej rozpoczynając to nabożeństwo od następnego
roku (pierwsza sobota lutego 2023 r.) Kilka nocy po pierwszym nabożeństwie, wybudzenie z
głębokiego snu, słyszę wtedy: „ Nie słuchasz”. Rankiem spojrzałam na obrazek, ten z pielgrzymki.
Zrozumiałam, że nie pasuje jedna rzecz. Spowiedź wg prośby Matki Bożej ma być w pierwszą
sobotę miesiąca. Ja byłam kilka dni wcześniej.
Kilka nocy po drugim nabożeństwie wynagradzającym Niepokalanemu Sercu Maryi nastąpiło
kolejne wybudzenie z głębokiego snu. Tym razem odczułam błogość i zadowolenie, a pierwszą
myślą było to, że spowiedź odbyła się w pierwszą sobotę.
W dzień Wielkiej Soboty przed Wielkanocą 2023 r., podczas stania w kolejce do adoracji Krzyża
przyszła intensywna myśl „Stopy”. Dotarło do mnie, że taki a nie inny ma być kierunek adoracji
Pana Jezusa na krzyżu.
Z końcem maja, na Wieczorze Chwały w kościele pod wezwaniem Św. Marii Magdaleny Pan Bóg
dał mi odczuć silną potrzebę modlitwy wstawienniczej. Poprosiłam o modlitwę, usłyszałam, że
mam zapraszać codziennie rano Pana Jezusa do swojego życia, do tego co trudne, w modlitwie
Zanurzenia we Krwi Jego.
W czerwcu 2023 r. na końcu Mszy Św usłyszałam wewnętrzny przynaglający głos: „Śpiesz się”.
Chodziło o zamówienie Mszy Św w intencji nawrócenia syna. Podczas tej Mszy, która odbyła się w
lipcu, przyszła dotykająca myśl: „ Zobaczysz to na wyjeździe”. Zbliżał się czas wakacyjnego,
rodzinnego wyjazdu. Razem z nami pojechała dziewczyna syna, która zaprowadziła go w kościele,
w Rovinj-u do Matki Bożej Różańcowej. Wierzę, że właśnie to miałam zobaczyć, aby wytrwać w
modlitwie różańcowej.
19 listopad 2023 r. – Rankiem otwieram oczy i słyszę wyraźnie 2 zdania: „ Masz wszystko
poukładane. Poprowadzę cię innymi ścieżkami.” Zadaję sobie pytanie w sercu: czy ja sama
mogłam sobie tak poukładać? Wierzę i wiem, że to Boży dar. Słowo Boże mówi, że sami z siebie
nic uczynić nie możemy i dokładnie tak jest. To Boża łaska, z którą warto współpracować.
21 czerwiec 2024 r. – Na Wieczorze Chwały w kościele Św. Marii Magdaleny przyszło do mnie
zaskakujące słowo poznania. Oto one: „ JEST w KOŚCIELE KILKA OSÓB, KTÓRE MIERZĄ
SIĘ z CIĘŻAREM NIEPRZEBACZENIA. PRZYCHODZĘ do ciebie Z DAREM POKOJU, Z
DAREM PRZEBACZENIA. TO WSZYSTKO ZOSTAŁO WZIĘTE NA KRZYŻ”
Słowo to bardzo mnie dotknęło, trudno to wyrazić słowami. Przyniosło uzdrowienie bólu serca,
oskarżania samej siebie za zaistniałą sytuację. Pan Bóg pokazał mi, że jestem dla Niego ważna
pomimo swych słabości i grzeszności.
13 październik 2024r – W ten dzień, a była to niedziela papieska, zorientowałam się, że nastąpił
koniec relacji między synem a jego dziewczyną. Piszę to tylko dlatego, aby zwrócić uwagę, bo to
dzień wspomnienia ostatniego objawienia Fatimskiego. Jestem przekonana, że Maryja posłużyła się
tą dziewczyną, dzięki której zostały uzdrowione relacje między braćmi, naszymi synami.
Jestem wdzięczna Bogu, że dał mi taką wrażliwość, która pozwoliła dostrzec i połączyć te
wszystkie kropeczki.
Przyznaję, był również czas, kiedy miałam wątpliwości, czy to wszystko co się podziało w moim
życiu jest prawdziwe?
19 marzec 2025 r – To dzień wyjątkowy dla mnie, bo uroczystość Św. Józefa, którego obrałam jako
opiekuna naszej rodziny. Właśnie w ten dzień, przyjechał do nas kolega męża, który miał silną
potrzebę podzielenia się swoim świadectwem wiary. Odtąd mam głęboką pewność, że moje
świadectwo jest prawdziwe.
Drugie świadectwo dzieli się na 3 części. Oto one:
Bracia i Siostry mam na imię Zbyszek a moja Przyjaciółka Katarzyna, która to teraz do was czyta
poprosiła mnie bym napisał do was o tym, co spowodowało, że dziś już nie wierzę w Boga, bo ja
zwyczajnie wiem, że on jest i nas wszystkich Kocha, choć żaden z nas nie jest godzien tej miłości to
mimo wszystko ją mamy z jego łaski i miłosierdzia.
Opiszę wam każdego dnia kolejno trzy sytuacje z mojego życia, w których Nasz Pan Jezus Chrystus
w Trójcy świętej Jedyny oraz Matka Jego Maryja sprawili, że mimo tego, że jestem okropnym
człowiekiem i nie przeciętnym Grzesznikiem mam dziś Boga w sercu i to jest mój największy
skarb, którego nigdy nie byłem godny a mimo to go otrzymałem.
Tytuł : DZIEŃ, KTÓREGO PRZED BOGIEM I MOJĄ RODZINĄ, KTÓRA O TYM NIE WIE DO
DZIŚ WSTYDZĘ SIĘ NAJBARDZIEJ, BO TO BYŁ AKT NAJWIĘKSZEGO EGOIZMU,
JAKIEGO MOGŁEM SIĘ DOPUŚCIĆ, ŻE AŻ JEZUS MUSIAŁ INTERWENIOWAĆ
OSOBIŚCIE.
Była trzecia rano, kiedy obudził mnie telefon ze szpitala, w którym przebywała moja Żona z moją
tygodniową córką Wiktorią, która urodziła się w 7 miesiącu w wyniku oberwania się łożyska.
W słuchawce usłyszałem: proszę przyjechać się pożegnać Pana Córka umiera.
W domu byłem z naszym Synem wtedy 6 letnim Wiktorem, którym zajęła się babcia a ja
pośpiesznie wybiegłem z domu, w ostatniej chwili wychodząc z sypialni dostrzegłem wsunięty
między ścianę a futrynę drzwi obrazek Jezu Ufam Tobie, który włożyła tam moja Żona był to
dokładnie ten sam obrazek, który kazała mi nosić zawsze przy sobie moja Babcia, która jako jedyna
Próbowała wychować mnie w wierze.
-Wyjąłem go pośpiesznie i zabrałem z sobą wtedy jeszcze bezwiednie.
To był trzeci raz w tym tygodniu, kiedy moja 2 kilogramowa Córka z niedotlenieniem tak wielkim,
że jej mózg uległ zniszczeniu w 96% (wtedy tego jeszcze nie było wiadomo) miała odejść z tego
świata jednak tym razem gdzieś w głębi mego serca byłem przekonany, że dziś umrze.
Wyczerpany psychicznie od wielu dni i świadomy tego co nadchodzi stojąc przed budynkiem
szpitala spojrzałem w mroczne niebo i wypowiedziałem głośno słowa : „ Panie ja nie jestem
gotowy na to by pochować moje dziecko „ a to czego nie powiedziałem i za co mi tak wstyd jest to
że w sercu podjąłem decyzję o tym że kiedy zakończy się życie mojej córki to ja zakończę też
swoje.
Decyzja o samobójstwie i wiecznym potępieniu przeraża mnie dziś mniej jak fakt, że w tym
samolubnym akcie pozostawiłbym Mojego Syna i zdruzgotaną Żonę samych na tym świecie, bo nie
byłem wystarczająco silny dla nich i bałem się tylko tego bólu i co on zemną zrobi.
Kiedy wszedłem do Sali gdzie była już moją zapłakana przerażona i wycieńczona Żona z lekarką i
moją Córeczką w inkubatorze poprosiłem Lekarkę czy jest jakaś szansa na to by ochrzcić moje
dziecko ona odparła mi na to, że nie ma na to czasu, ale oni mają wodę święconą i ona może zrobić
to tak jak potrafi, na co przystaliśmy, jako namiastkę tego sakramentu, co wykonała pośpiesznie.
Zaraz po tym prowizorycznym sakramencie Lekarka wyciągając strzykawkę z niewiadomą
substancją oznajmiła nam jednocześnie wstrzykując ją naszej Córce, że ten zastrzyk zabije naszą
Córkę, bo jest ona w stanie Agonalnym, który mógłby w przeciwnym wypadku trwać godzinami a
że Wiktoria nie ma żadnych szans na przeżycie to ona zwyczajnie skraca jej cierpienie.
Ja z Żoną byliśmy w takiej rozpaczy, że nawet nie protestowaliśmy, bo wszystko działo się tak
szybko.
Po chwili od zastrzyku już i tak słaba akcja serca mojego Dziecka zaczęła Spadać
60 – 50 – 40 w tej właśnie chwili przypomniałem sobie o tym obrazku, który miałem przy sobie w
kieszeni i pośpiesznie zacząłem mocować się z drzwiczkami inkubatora 30 – 20 w końcu udało mi
się wepchnąć ten obrazek do środka inkubatora mojej córeczki i położyć go jej na maleńkiej nagiej
piersi po czym powiedziałem : Jezu błagam cię bądź z naszym dzieckiem w tej drodze i zaprowadź
ją do swojego domu. 18 -12- 5- 0 Zero Zero, któremu zaczęły towarzyszyć dźwięki alarmów z
pozostałych urządzeń monitorujących, które to to Lekarka zaczęła powoli odpinać od już martwego
ciała naszej Córki.
Kiedy maszyneria ucichła a ciało naszego Dziecka było już tylko podpięte do ostatniego
urządzenia, które monitorowało akcję serca, bo było wpięte w jej nóżkę i obklejone plastrami nagle
na monitorze akcji serca pojawiły się wskazania 20-30-40-50-60 i ciągle rosło w tej chwili klęcząc
przed inkubatorem spojrzałem na tą Lekarkę, która była ewidentnie teraz w większym szoku niż my
oboje, po czym zaczęła pośpiesznie podłączać ponownie wszystko, co wypięła a kiedy skończyła
akcja serca naszej Córki wynosiła równe 100 i tak trwała jeszcze wiele dni.
Nasza Córeczka Wiktoria ma dziś 7 Lat i żyje, co nie oznacza, że jest zdrowa, bo jej mózg nie
istnieje a ona nie ma świadomości nie widzi i nie słyszy i ktoś mógł by pomyśleć, co to za cud
skoro od siedmiu lat czekamy na nieuchronną śmierć a jej stan może być tylko gorszy zanim to
nastąpi tylko moi Bracia i Siostry Cudem jest to, że ja dziś istnieję by wam o tym opowiedzieć.
Cudem jest to, że dziś jestem gotów na to by pożegnać moją Córeczkę, ale o to nie proszę bo Bóg o
tym zdecyduje.
Cudem jest to, że choć to był tylko grymas lub zwykłe napięcie mięśniowe dziś wiem jak wygląda
Uśmiech mojej Córki
Cudem jest jej brak świadomości, bo przynajmniej nasza Córka nie wie jak cierpi jej ciało.
Cudem jest to, że Bóg wiedział tak jak i ja że ja wtedy byłem zdecydowany odebrać sobie życie
zaraz jak tylko wyszedłbym ze szpitala.
To wszystko jest moją winą bo wynika z mojego postępowania i błędnych decyzji o czym wiele by
pisać by was zapewnić że wiem co piszę dlatego uwierzcie mi na słowo i wyjaśnię to w 2 akcie
mojej wiary.
Moja Córka jest z Bogiem w Niebie już od siedmiu lat, choć ciałem nadal na ziemi a ja muszę nieść
swój krzyż i wiem, co zrobiłem by teraz go dźwigać, dlaczego to spotkało moją Żonę nie wiem,
choć pytałem czy się domyśla, dlatego proszę was pamiętajcie, że tylko, dlatego że nie rozumiemy
Planu naszego Pana to nie oznacza, że on nas nie Kocha i że prowadzi nas do zbawienia, jeśli tylko
mu na to pozwolimy i zaufamy.
Największym Cudem i Szczęściem w tej sytuacji jest fakt, że 5 minut dłużej oczekiwania na karetkę
spowodowałoby, że ja dziś nie miałbym ani Żony ani Córki a moje 3 dziecko Karol nigdy by się nie
urodził.
Bracia i Siostry tu Zbyszek Ten niewdzięczny i samolubny Grzesznik od nie uleczalnie Chorej
Córki Wiktorii ojciec Wiktora dziś powiem wam jak Interwencja Matki Boskiej Częstochowskiej
sprawiła, że jestem też ojcem trzeciego dziecka Karola, który ma już 5 Lat i sam w sobie jest
dowodem na to że warto ufać Bogu choć droga do niego jest kręta i trudna.
Stan Naszej Córki przez przez lata stopniowo ulega pogorszeniu i ona potrzebuje stałej
specjalistycznej opieki, ale dzięki opiece sióstr zakonnych na jasnej Górze w ośrodku, w którym
przebywa nasza Córka jest lepszy niż dzieci w podobnym stanie
Ta sytuacja odcisnęła na mnie, ale zwłaszcza na mojej Kochanej Żonie Ogromne piętno i choć
oboje trwamy w wierze to to nas zmieniło a to, co nosimy w sobie w dużym stopniu odcisnęło też
piętno na naszym najstarszym Synu Wiktorze.
Moja Żona, jako Matka przechodzi to bardzo boleśnie od samego początku a przez pierwsze dwa
lata życia naszej Córki próbowała się nawet leczyć, bo ból, jaki nosi w sercu jest nie wyobrażalny i
inny od mojego, bo jako mężczyzna nigdy w pełni nie zrozumiem bólu Matki po stracie Dziecka,
choć ono nadal żyje.
Kiedy Wiktoria miała dwa lata Moja Żona zapytała czy może podejmiemy próbę by mieć trzecie
dziecko, na co ja się zgodziłem świadomie, ale nie zdawałem sobie sprawy, że świadomość mojej
Małżonki po tym wszystko, co przeszła do tej pory była ulotna.
W krótce moja Żona zaszła w ciążę po raz trzeci a nasza wspólna próba wiary się rozpoczęła.
Pamiętam ten dzień bardzo dobrze, bo przez kilka pierwszych lat myślałem o nim, jako dniu
mojego osobistego triumfu a dopiero od niedawna zdaję sobie sprawę, jakim byłem zadufanym w
sobie idiotą i jak mało miałem w tym do powiedzenia a jak Ogromną i najważniejszą rolę odegrała
Matka Boska i moja Żona.
Moja Żona była w ciąży może 3-4 tydzień, kiedy odwiedzaliśmy naszą córkę w Częstochowie i
kiedy wyszliśmy z ośrodka w aucie na parkingu oznajmiła mi z panicznym strachem, że boi się tak
bardzo, że chce byśmy zabili to dziecko, które nosi w sobie.
Ja wtedy, choć bałem się tej ciąży tak samo jak ona tylko, jako ojciec i mąż nie mogłem tego
pokazać ani się z tym zdradzić powiedziałem jej wtedy, że przecież ona wie, że ja już, kiedy miałem
17 lat zabiłem własne dziecko ze strachu, że będzie chore z inną kobietą i że to był śmiertelny
Grzech a konsekwencje tego i tak nas dopadły, jako rodziny i skoro oboje wierzymy w Boga to ja
jestem przekonany, że on nam tego nie zrobi po raz drugi a ja się nie zgadzam na aborcję i zrobię
wszystko, czego moja żona zażąda by do tego Nie doszło.
Szkoda tylko, że ja nie zdawałem sobie sprawy jeszcze wtedy jak bardzo piętno choroby naszej
córki było odciśnięte na mojej zawsze delikatnej i bardzo wrażliwej Żonie ale na szczęście z
pomocą przyszedł w tedy Bóg.
Po tej rozmowie w aucie pod ośrodkiem gdzie przebywała nasz Córka Wiktoria udaliśmy się na
jasną górę jak to mieliśmy w zwyczaju gdzie zawsze się modlimy o to by nasze dziecko nie
cierpiało tak bardzo.
Kiedy ja i moja ciężarna Żona zapłakani modliliśmy się o zdrowie dla naszej Córki przed obrazem
Matki Boskiej Częstochowskiej a było to dokładnie w miejscu gdzie w kaplicy jest telewizor a do
obrazu jest około 15 metrów przedzielonych kratą nagle z obszaru tej wewnętrznej części Kaplicy
wyszła postać.
Był to Mężczyzna o lekko ciemniejszej karnacji skóry niż typowego Polaka miał on około 170
centymetrów i ciemne włosy a ubrany był w czarne buty i spodnie nieskazitelnie białą koszulę i
czarną jesionkę. Ja klęczałem dokładnie zaraz za moją Żoną która była pogrążona w modlitwie i z
jakiegoś dystansu zauważyłem że ta postać choć realna i w ludzkiej postaci jakoś dziwnie w linii
prostej zmierza w naszym kierunku mimo że w kaplicy było sporo ludzi ta postać była jakaś inna i
ja naprawdę nie jestem w stanie tego opisać inaczej.
Postać ta podeszła bezpośrednio do mojej Żony i bezpardonowo położyła dłoń na prawym ramieniu
mojej klęczącej Żony i powiedziała głośno: „BĄDŹ ODWARZNA I BĄDŹ SILNA”, po czym
minęła ją i przeszła obok mnie w odległości nie większej jak 20 cm na co ja natychmiast
zareagowałem instynktownie obracając się w jej kierunku a moja Żona zrobiła dokładnie to samo i
ku naszemu wspólnemu zdziwieniu i zaskoczeniu za nami nie było już nikogo.
To wyglądało jak by ten ktoś zwyczajnie zniknął w ułamku sekundy a ja dosłownie zapytałem
moją Żonę po imieniu czy ona słyszała i widziała dokładnie to co ja bo oboje klęczeliśmy bardzo
bisko siebie a ona pokiwała głową twierdząco.
Moi Bracia i Siostry uwierzcie mi, że ja, jako człowiek z racji swoich doświadczeń i umiejętności
doskonale orientuję się zawsze w otoczeniu, w którym przebywam a to czego doświadczyliśmy
oboje nie było naturalny zjawiskiem i ta postać gdyby to był zwykły człowiek nie miała prawa
zniknąć tak jak to nastąpiło.
Dziś już wiem, choć zajęło mi to lata, że właśnie wtedy moja Żona zdecydowała w sercu o tym by
urodzić nasze Trzecie dziecko Karola, który ma dziś 5 lat a ja tak naprawdę nigdy nie miałem nic
do powiedzenia, choć myślałem w swej pysze i w zadufaniu, że mam.
Bez Boga Bez Wiary nie jesteśmy w stanie naprawdę zrobić nic
Z Bogiem w Sercu i z jego Przyzwoleniem jesteśmy w stanie zrobić wszystko
Wiem, że każdy z was, który to dziś słyszy jest tu z jakiegoś powodu i w jakiej intencji, dlatego
proszę was, choć to nie jest łatwe spróbujcie zrozumieć to, co ja już wiem a mianowicie:
Tylko, dlatego że Bóg nie daje nam tego, o co prosimy i że musimy cierpieć nie oznacza, że to nie
jest jedyna właściwa droga do tego by go odnaleźć.
Kiedy już go odnajdziecie w sobie, kiedy będziecie go czuć w sercu tak jak ja dziś go czuję wasze
trudy i problemy się nie skończą, ale będzie wam łatwiej, bo będziecie pewni, że On jest przy was
cały czas
Bracia i Siostry Tu Zbyszek Ten niewdzięczny samolubny Grzesznik morderca swojego pierwszego
dziecka ojciec dwóch Zdrowych wspaniałych Synów i ojciec Wiktorii, która jest śmiertelnie chora,
bo tego było trzeba bym odnalazł Boga i choć to naprawdę ciężko zrozumieć to uwierzcie mi, że jak
patrzę wstecz na moje życie to nie dało się tego zrobić inaczej bym ja wreszcie zrozumiał swoje
błędy i poddał się Bogu z prawdziwą pokorą w sercu.
W chwili, w której to słyszycie jestem już w trakcie rozwodu, na który się nie godzę, ale, do
którego dojdzie z Miłością mojego życia i Matką moich ukochany dzieci, której przysięgałem przed
Bogiem i do której miłości do końca moich dni nigdy się nie zaprę.
Dziś opiszę wam, co Jezus osobiście mi pokazał, kiedy podjąłem decyzję by wreszcie przestać
walczyć i zastanawiać się nad tym jak bardzo cierpię i by kierować się tylko Miłością tak jak on to
zrobił dla nas wszystkich przychodząc na ziemię by za pomocą swojej męki odkupić nasze winy
przed Bogiem Ojcem.
W dniu 5 stycznia, 3 dni po tym jak zdecydowałem się po prostu nie walczyć o 3 rano obudziłem
się nagle i usiadłem na łóżku to było normalne zjawisko gdyż od chwili, kiedy znałem już plany
mojej Żony prześladowały mnie sny, w których wszystko sobie wybaczamy a potem musiałem
wracać do Brutalnej rzeczywistości.
Napiłem się wody przetarłem twarz i zamknąłem oczy, kiedy to zrobiłem naturalnym zjawiskiem,
jakie występuje po zamknięciu oczu jest takie coś jak by jasna mgiełka pod powiekami, która potem
robi się czarna tylko u mnie zamiast obraz się ściemniać zaczął się rozjaśniać i nagle Zobaczyłem
Jezusa martwego na Krzyżu tak wyraźnie jak nigdy.
Wystraszony aż podskoczyłem i otworzyłem oczy po czy znowu je zamknąłem i nadal go
widziałem
Postanowiłem się boleśnie uszczypnąć a potem jeszcze spoliczkowałem i zamykałem i otwierałem
oczy kilkukrotnie by upewnić się, że to, co widzę przez zamknięte oczy nie jest snem i ku mojemu
przerażenie nie było a to, co widziałem przeraża mnie za każdym razem, kiedy przywołuje to w
myślach i nawet teraz ja to do was piszę.
Nasz Pan Jezus Chrystus wisiał nagi na Krzyżu tak skatowany i zalany własną krwią że aż trudno
mi było rozpoznać w nim jego twarz tak była opuchnięta miałem możliwość poruszania się w tej
wizji jak by to był podgląd na ekranie operatora drona i kiedy zbliżyłem się do jego twarzy moją
uwagę przykuła korona cierniowa która była ciemna i zbroczona w całości jego krwią a kolce wbite
były w jego głowę tak głęboko jak by była osadzona na stałe moją szczególną uwagę przykuł jeden
z kolców wbity w głowę jakieś 3 centymetry w tył od Boskiej lewej skroni, było on tak Gruby i tak
głęboko osadzony, że z pewnością w jakimś stopniu przebił czaszkę.
Następnie powiodłem wzrokiem do tyły i skierowałem go na całą postać gdzie ja znajdowałem się z
prawej strony Krzyża a najjaśniejszym (mniej zalanym krwią i ranami niż reszta ciała) elementem
całej sylwetki były okolice lewych żeber, które były najmniej zmasakrowane od reszt ciała i tam nie
widziałem rany po przebiciu włócznią.
Jako Marny Katolik i w wielu kwestiach ignorant nigdy nie wiedziałem, z której strony Nasz Pan
Jezus Chrystus był przebity włócznią Longinusa, ale jak to później sprawdziłem okazała się, że to,
co widziałem było tak jak jest opisywane a że ja stałem z prawej strony Naszego Boga to nie
mogłem dostrzec rany na jego prawym boku.
Następnie powiodłem wzrokiem w dół – Nasz Pan BÓG by całkowicie nagi a jego ciało było
powyginane z boleści i od odniesionych ran a to wszystko było tak okropne, że już nie byłem w
stanie nawet na to patrzeć i powiodłem wzrokiem ku podstawie krzyża by uciec wzrokiem od tego,
co widzę.
Krzyż sam w sobie był dziwnie osadzony w ziemi i nie tak jak go widziałem na obrazach, bo był
częściowo wkopany w ziemię i obłożony kamieniami do wysokości około 50-60 centymetrów
tylko, że te kamienie miały dziwny kształt i dziwny kolor.
Kamienie te były jednolitego kolory jasno szarego i kształtem przypominały otoczaki tak jak by
spłaszczone jajka, co nie odpowiada strukturze skalnej na górze golgota z tego, co dowiadywałem
się później od siostry zakonnej, która tam była osobiście a która opiekuje się również moją córką
Wiktorią w Częstochowie.
Jeśli jesteście ciekawi tego jak wygląda nasz Pan to ja powiedziałbym, że tak jak na tym starym
obrazku Jezu ufam tobie, który jest w polce od już dziesiątek lat, ale też jak dopiero po tej wizji
zdecydowałem się obejrzeć film Mela Gibsona PASJA to kilka kadrów z samej sceny ukrzyżowania
nakładają mi się w 100% z tym, co widziały moje zamknięte oczy, co pozwala mi twierdzić, że ten
film jest przesłaniem i specjalną wiadomością, którą każdy z was musi odczytać po swojemu.
Ja jak przestałem widzieć Naszego PANA wstałem i zacząłem szukać telefonu, bo jak na
prawdziwego idiotę dzisiejszych czasów chciałem wyszukać, co to znaczy taka Wizja co zrobiłem i
wpisałem:
CO OZNACZA WIZJA JEZUSA NA KRZYŻU, CZEGO JEST SYMBOLEM I CO OZNACZA
I OTO CO ZNALAZŁEM NA PIERWSZJ LINIJCE :
MIŁOSIERDZIE, BEZINTERESOWNOŚĆ, NIESKOŃCZONY AKT MIŁOŚCI
I w tym właśnie momencie wreszcie zrozumiałem, że w tym, co opisałem wcześniej podjąłem
właściwą decyzję a nasz BÓG w nagrodę za to, że dobrze zdecydowałem objawił mi się właśnie po
to by mnie w tym zwyczajnie utwierdzić i powiem wam Moi Bracia i Siostry od tej pory czuję się
już inaczej niż czułem się przez moje całe życie.
Wewnątrz mnie samego czuję spokoju ciszę wyrozumiałość i po prostu nie boję się już kochać bez
wzajemności nie boję się tego, co nadchodzi i nie bolą mnie tak bardzo ciosy, jakimi mnie życie
okłada, bo ja już wiem, że on jest zemną jak i z wami i wiem, że on mnie kocha takim, jakim jestem
grzesznym i prymitywnym.
Czasami, kiedy moje Ego wojownicza natura i urażona godność wezmą nade mną górę a mój
koszmar codzienności powraca zwyczajnie kładę sobie rękę na sercu i powtarzam te słowa:
Panie Jezu mój kochany ukoi moje skołatane serce i pomóż mi to znieść, bo bez ciebie sobie
nie poradzę – i powiem wam, że to działa niemalże natychmiast i zawsze
Moi Kochani Bracia i Siostry morał mojego życia i tego, co wam opisałem jest taki, że otrzymałem
od Boga ogromny dar i choć o niego nie prosiłem to jest nim Pełna świadomość jego istnienia i tak
jak to jest dla mnie najlepsza wiadomość i odpowiedź na pytanie, które sobie zadaje każdy człowiek
na ziemi.
To tak samo ta świadomość mnie przeraża, bo ja nadal jestem grzeszny ja nadal jestem słaby ja
nadal jestem nerwowy i porywczy i nie przebieram w słowach a teraz, kiedy już wiem, że ON jest
to nawet nie mogę tego już ignorować, dlatego cokolwiek w życiu robię to zawsze staram się
zastanowić czy to nie urazi naszego Pana a już najgorsze w tym wszystkim jest to, że i tak mi się
często nie udaje.
Dlatego właśnie musimy przestępować do sakramentu Spowiedzi, bo te grzechy, których nie
oddamy Bogu otwierają drogę do dalszego zła i ja to już wiem i rozumiem doskonale i przed tym
was przestrzegam byście nie musieli doświadczać tego, do czego ja zmusiłem się sam swoim
postępowaniem.
W tym miejscu kończy się świadectwo Zbyszka , a następuje ciąg dalszy mojego.
Słowa Pana Jezusa z Dzienniczka Św. Faustyny Kowalskiej (Dz. 1059): „ Niechaj się nie lęka do
Mnie zbliżyć dusza słaba, grzeszna, a choćby miała więcej grzechów, niż piasku na ziemi, utonie
wszystko w otchłani miłosierdzia Mojego” łączą się z wydarzeniem, które miało miejsce 10
października 2025. Rano słyszę głos : „ KSIĘŻYC, ZNAK APOKALIPTYCZNY”. Na ten dzień
przypadają następujące czytania: Jl 1, 13-15 ; 2, 1-2 Łk 11, 15-26 , które czytając wraz z
nadzorującym moje świadectwo księdzem Markiem, są dla mnie bardzo mocne, wręcz przerażające,
ale niosące nadzieję, że jeśli tylko chcemy i żałujemy to Pan Jezus przebacza nawet najgorsze
grzechy. Nie lękajmy się przychodzić do Bożego Miłosierdzia.